Alarmujące doniesienia z obozu w Schneidemühl – Hamburger Echo z 4 sierpnia 1925 roku

Alarmujące doniesienia z obozu w Schneidemühl – Hamburger Echo z 4 sierpnia 1925 roku

4 sierpnia 1925 r. socjaldemokratyczny dziennik „Hamburger Echo” opublikował obszerny artykuł pod tytułem „Ausweisungs-Barbarei” („Barbarzyństwo wydaleń”) z podtytułem „Fürsorge für Ausgewiesene. Nationalistenhetze gegen Severing” („Opieka nad wydalonymi. Nacjonalistyczna nagonka na Severinga”).

Tekst jest reakcją niemieckiej lewicy na falę wydaleń niemieckich „optantów” z Polski – osób, które po I wojnie światowej miały prawo wyboru obywatelstwa. Latem 1925 r. tysiące z nich trafiło do obozu przejściowego w Schneidemühl (Piła), skąd mieli zostać rozesłani po różnych rejencjach Prus.

Artykuł jest ważny z kilku powodów:

  • pokazuje, jak Piła/Schneidemühl funkcjonowała w ówczesnej niemieckiej opinii publicznej – jako główny punkt zborny dla wypędzonych z Polski;

  • łączy sytuację w obozie z polskim kryzysem gospodarczym i problemami walutowymi (spadek wartości złotego, deficyt w handlu zagranicznym);

  • jest jednocześnie mocno antypolski i krytyczny wobec polskiego nacjonalizmu, ale przyznaje też, że wcześniejsze pruskie deportacje Polaków były dla Warszawy „złym przykładem”;

  • broni pruskiego ministra spraw wewnętrznych Carla Severinga przed atakami niemieckich nacjonalistów, twierdząc, że właśnie on poprawił warunki w obozie w Schneidemühl.

Warto pamiętać, że jest to relacja niemiecka, pisana z perspektywy socjaldemokratycznej, ale mimo wszystko stronnicza i wyraźnie antypolska. Autor zestawia „barbarzyńską” politykę polskiego państwa wobec mniejszości niemieckiej z wcześniejszymi błędami władz niemieckich, a całość mocno osadza w ówczesnej debacie o walucie, handlu zagranicznym i strachu przed nową inflacją.


Polska polityka wydaleń i kryzys gospodarczy – jak widziała to niemiecka prasa

W pierwszej części artykułu autor opisuje Polskę jako państwo narodowe, w którym Polacy są wprawdzie większością, ale w granicach kraju żyją także Żydzi, Niemcy, Rusini, Białorusini, Litwini i inne grupy. W jego ocenie żadna z mniejszości nie może czuć się bezpieczna, a szczególnie zagrożeni są Rusini i Żydzi. Pada gorzka uwaga, że pielgrzymi mogą jeszcze kiedyś ciągnąć do Częstochowy, prosząc Matkę Boską o powodzenie… w pogromie żydowskim.

Następnie autor przechodzi do masowego wydalania niemieckich optantów i nazywa je „barbarzyństwem”. Przypomina jednak, że także Niemcy mają na sumieniu wcześniejsze wypędzenia Polaków z czasów pruskich rządów – to był „zły przykład”, na który teraz powołuje się strona polska. Mimo tego zastrzeżenia, teza tekstu jest jednoznaczna: polityka Warszawy to jednocześnie okrucieństwo i polityczna głupota, bo uderza w polską gospodarkę, pozbywając się pracowitej i przedsiębiorczej ludności.

Gazeta szeroko omawia sytuację złotego: pisze o deficycie handlowym liczonym w setkach milionów franków, o spadku kursu (100 złotych ma być już warte nie 81, lecz tylko 78 marek Rzeszy), o braku dewiz i konieczności wprowadzania zakazów importu. W tym kontekście wydalenia Niemców z Polski są przedstawiane jako kolejny czynnik podkopujący zaufanie zagranicy do polskiej waluty i kredytowości.


Schneidemühl jako obóz przejściowy dla wypędzonych

Druga część artykułu przenosi nas bezpośrednio do Schneidemühl. Niemiecka prasa nacjonalistyczna atakowała pruskiego ministra spraw wewnętrznych, Carla Severinga, zarzucając mu skandaliczne zaniedbania w obozie dla wypędzonych. „Hamburger Echo” polemizuje z tymi zarzutami, opisując szczegółowo, jakie działania zostały podjęte w ciągu 24 godzin po przyjeździe ministra do Piły.

W relacji czytamy o:

  • ściągnięciu dodatkowych polowych kuchni z Berlina i poprawie wyżywienia,

  • przysłaniu 9000 koców oraz zamówieniu drewnianych łóżek do baraków,

  • planach utworzenia domów dla dzieci wypędzonych, częściowo w Schneidemühl, częściowo nad Bałtykiem,

  • zapowiedzi budowy domu dziecka na ok. 500 dzieci,

  • decyzji o szybkim rozesłaniu 1500–2000 optantów po różnych rejencjach Prus, z pierwszeństwem dla „wolnych zawodów”, urzędników bankowych i handlowych,

  • przeznaczeniu sanatoriów i szpitali w Schneidemühl i okolicy dla kobiet w połogu i chorych,

  • planie przekształcenia jednej z barakową w świetlicę i czytelnię oraz zorganizowania zajęć sportowych dla młodzieży,

  • utworzeniu punktu porad prawnych, mieszkaniowych i zawodowych dla wypędzonych.

W dalszej części tekstu gazeta stwierdza, że prawdziwe zaniedbania leżą po stronie rządu Rzeszy i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które zbyt długo lekceważyły sprawę polskich wydaleń. Severing ma być tym, który – działając energicznie – „w 24 godziny wprowadził porządek” w Schneidemühl.


Cytat z artykułu o obozie w Schneidemühl

Poniżej dłuższy, możliwie wierny cytat z przetłumaczonego artykułu, dotyczący bezpośrednio Schneidemühl i działań ministra Severinga, zachowując styl gazety:

„Inaczej ma się rzecz z „Hamburger Correspondent”, który w poniedziałek wieczorem wzywał R. M. Severinga na pojedynek słowny i jako swoją broń unosił kubeł brudów. To, że w obozie w Schneidemühl nie zapewniono wystarczającej opieki dla wydalonych, nazwano politycznym skandalem, a żadne słowo nie miało być dość ostre, by napiętnować cały system. Rzekomo w sposób beznadziejny zawiodło pruskie ministerstwo spraw wewnętrznych pod kierownictwem Severinga, dając „żałobny przykład socjalistycznej sztuki administrowania”.

Rozgorączkowany autor uspokoił się jednak już do wtorkowego poranka. Może wziął sobie do serca, że polityki nie da się prowadzić samymi uczuciami – potrzebna jest wiedza i zdolność współodczuwania. Rzeczowo trzeba bowiem zauważyć, że właśnie znana energia Severinga dała o sobie znać również w Schneidemühl. Donosi się o tym następująco:

„W ciągu 24 godzin sytuacja i nastrój uchodźców w Schneidemühl uległy zmianie. Pruski minister spraw wewnętrznych stanowczo wkroczył do akcji. Dla poprawy wyżywienia – które już teraz jest zadowalające – zostaną z Berlina sprowadzone jeszcze cztery kuchnie polowe. Poza tym dziewięć tysięcy koców zostanie przewiezionych z Berlina do obozu uchodźców. W celu polepszenia miejsc do spania zamówiono już drewniane łóżka. Dla dzieci uchodźców, które trzeba bezwzględnie uchronić przed zagrożeniem zdrowia, powstanie szereg domów dziecka; mają one zostać ulokowane bądź w Schneidemühl, bądź nad Morzem Bałtyckim, albo oddane w troskliwą prywatną opiekę. Dom dziecka w Schneidemühl ma przyjąć około 500 dzieci. Trudność polega na tym, że rodzice niechętnie rozstają się ze swoimi dziećmi. Do prac technicznych w obozie przeznaczono wystarczającą liczbę funkcjonariuszy policji ochronnej. Prawie wszystkie doniesienia ze Schneidemühl potwierdzają, że przyjazd ministra z dnia na dzień odmienił sytuację i uspokoił uchodźców”.

Na obwieszczeniu z podpisem Severinga czytamy dalej: „Przede wszystkim ma zostać przyspieszony wywóz znacznej części wydalonych. Prezydenci rejencji w Prusach są zobowiązani do zawodowego rozmieszczenia i zaopatrzenia przydzielonej im liczby optantów. Najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu 1500 do 2000 optantów zostanie rozdzielonych pomiędzy poszczególne rejencje. Szczególnie przy wywozie mają być uwzględnieni przedstawiciele wolnych zawodów, urzędnicy bankowi i pracownicy handlowi, bo w ich przypadku trzeba liczyć się z wyjątkowo niekorzystnym rynkiem pracy, podczas gdy inne grupy zawodowe może wchłonąć także rynek pracy w samym Schneidemühl.

Dla osób, które na razie pozostaną w obozie, minister wydał określone zarządzenia: przede wszystkim mają zostać zapewnione wystarczające łóżka, oraz odpowiednio zwiększona liczba już istniejących boksów rodzinnych. Dla położnic i chorych oddane zostaną do dyspozycji urządzenia sanitarne w Schneidemühl i okolicy. Niezwłocznie rozpocznie się także budowę domu dziecka oraz przekształcenie znajdującego się w obozie baraku z blachy falistej w salę rozrywkową i czytelnię. Młodzieży i mężczyznom chętnym do uprawiania sportu mają służyć jako opiekunowie wyszkoleni funkcjonariusze policji ochronnej, by słowem i zabawą pomóc mieszkańcom obozu znieść przymusową bezczynność. Wreszcie powstanie w obozie punkt doradczy, który będzie udzielać optantom bezpłatnych fachowych informacji we wszystkich kwestiach prawnych, mieszkaniowych i zawodowych”.

Minister kończy swoje ogłoszenie w Schneidemühl słowami: „Jestem przekonany – nie w ostatniej kolejności na podstawie niezwykle korzystnego wrażenia, jakie odniosłem z ludzi i nastrojów w obozie w Schneidemühl – że dzięki wspólnemu działaniu wszystkich tych przedsięwzięć, już podjętych i niebawem zrealizowanych, znaczna część optantów zostanie szybko wprowadzona z powrotem w uporządkowane stosunki zawodowe i mieszkaniowe w różnych częściach kraju; a ci, którzy tymczasowo pozostaną w obozie, odczują ciężkie brzemię swego wydalenia w możliwie złagodzonej formie”.

Zarzuty prasy prawicowej skierowane zostały więc pod niewłaściwy adres. Jeżeli w sprawie optantów były jakieś zaniedbania, to po stronie rządu Rzeszy, a szczególnie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które dopiero w chwili, gdy polskie konsulaty zaczęły organizować wywóz polskich optantów z Niemiec, zrozumiało powagę sytuacji. Tylko na skutek łatwowierności tego ministerstwa środki dotyczące zakwaterowania i zaopatrzenia uchodźców mogły być podjęte niejako w ostatniej chwili. Ale gdy tylko stało się jasne, że nie da się uniknąć nieuchronnego, Severing w porę wyposażył władze przejściowych punktów przyjęć w wystarczające – także finansowe – pełnomocnictwa. Gdy mimo to nadchodziły z Schneidemühl alarmujące meldunki, pruski minister spraw wewnętrznych w ciągu 24 godzin wprowadził zmianę. Kierownicze osoby w obozie w Schneidemühl wyraźnie stwierdziły, że kwestia finansowa – a to jest w gruncie rzeczy sedno sprawy – była odtąd całkowicie uregulowana ku ich zadowoleniu. To, co zaniedbała przez swoją łatwowierność Reichsregierung, Severing szybko naprawił swoją energią. Za to należy mu się wdzięczność”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *